Nawet nie będę komentować. Następny walkower >< Warunki niedoszłego pojedynku
tu.
Spalone serce 2 maja 2009
Odszedł. Pozostawił mnie samą i nie mam pojęcia, co mam robić dalej.
Nawet nie zauważyłam, w którym momencie stał się sensem mojego życia. To słodkie uzależnienie wciągało mnie coraz bardziej i bardziej, w końcu zaczęłam podporządkowywać mu całe swoje życie, wszystkie spotkania i terminy. Wracałam do domu z myślą, że nareszcie będę mogła zrobić coś przyjemnego, poczytać w jego towarzystwie, zrelaksować się troszeczkę.
Mówili mi, że to choroba, że może powinnam spotkać się z jakimś specjalistą i może brać jakieś leki. Ale ja nie chciałam, bo po co? Było dobrze tak, jak jest. Był moim najlepszym przyjacielem i wiedziałam, że nigdy mnie nie opuści, nigdy nie zostawi w potrzebie, nigdy nie zdradzi. Cóż, nie był najrozmowniejszy, jednak spędzaliśmy razem długie, wspaniałe godziny i tylko to się liczyło. Mogłam mu powiedzieć wszystko, a on odpowiadał jedwabistym, uspokajającym mruczeniem. Szum jego „oddechu” kołysał mnie co noc do snu, zaś kiedy budziła mnie senna mara, mrugał do mnie kojąco. Czułam się szczęśliwa.
No i jak w takiej sytuacji mogłabym iść do lekarza?
A teraz odszedł, umarł, zniknął. Nawet nie wiem, co się stało. Po prostu odmówił współpracy ze mną, zajęczał przeraźliwie i nie zaszumiał już więcej. Ta pustka i cisza w mieszkaniu łamały mi serce przez długie dni oczekiwania na polepszenie sytuacji.
Niestety, moje nadzieje okazały się płonne. Przystojny informatyk Marek powiedział mi dziś, że mojemu ukochanemu przyjacielowi spaliło się serce.
Tfu, twardy dysk.