|
Wiosenny poranek podobny do każdego innego. Rzemieślnicy powoli otwierają swoje sklepy, na ulicach zbiera się coraz większy tłum ludzi. Kieszonkowcy okradają nieuważnych mieszczan, a strażnicy próbują ich łapać. Dzień jak co dzień. Jednak dla pewnej grupy ludzi, jest to dzień wyjątkowy i ważny. Dziś w Akademii Sześciu Magistrii odbywają się egzaminy. Dla garstki żaków oznaczało to zdobycie tytułu pełnoprawnego magistra. Budynek Akademii mieści się blisko rynku. Góruje nad pobliskimi kamienicami. Do ogromnego, żelaznego portalu wejściowego prowadzą schody tak długie, jak sam budynek. Pierwsze piętro nie ma wielu detali. Oprócz wejścia jest tam jeszcze tablica z nazwą budowli. Wyższe piętra wyróżniają się znaczną ilością okien. Na drugim piętrze znajdują się sale do wykładów ogólnych. Kolejne piętra należą już do konkretnych magisterii. Najniżej naturyści, wyżej iluzjoniści, mentiści, samityści, kreacioniści i na ostatnim piętrze wigoryści. Ceglaną konstrukcję wieńczą dwie spiczaste wierze, siedziby władz uczelni i kilku wybitnych mistrzów. Ciemne płytki, którymi dach jest pokryty, sprawiają wrażenie, że budynek posiada okazałe rogi, przez co potocznie nazywa się ten obiekt Diablikiem. Akademia jest małą szkołą. Na każdym roku uczy się około dziesięć osób. Mistrzów i wykładowców było też niewielu. Siedem lat intensywnej nauki nie zachęcało wielu. Do tego należy dodać, że kandydaci muszą wykazać się nie lada talentem. Te kryteria sprawiały i wciąż sprawiają, że magistrów zawsze było niewielu. Asgar jest jednym z żaków zdających egzamin. Jako kreacjonista będzie musiał zbadać jakąś substancje i coś stworzyć z danych materiałów. Wszystko to przed siedmioosobową komisją. Razem z nim do egzaminów podchodzi jego współlokator i przyjaciel zarazem, Markus. Jest wigorystą. Na roku, oprócz nich, są też dwaj mentisci, samitysta, trzech iluzjonistów i naturysta. Asgar i Markus się od siebie znacząco różnią wyglądem. Markus, wysoki brunet, potężnie zbudowany i budzący respekt jest całkowitym przeciwieństwem Asgara. Ten z kolei jest średniego wzrostu, szczupły i ma jasne włosy. Są to ludzie, którzy się świetnie zawsze uzupełniali. Jeden potężny i silny, drugi zaś szybki i zwinny. Podczas lat szkolnych wielokrotnie wykorzystywali swoje uzupełniające się zdolności. Jeśli chodzi o charaktery, zwykle się rozumieli. Niejednokrotnie jednak dochodziło do zgrzytów między nimi. Mimo to są dwiema bratnimi duszami, które razem potrafią wiele zdziałać. Wszyscy żacy stoją w holu Akademii. Prowadzą w małych grupkach rozmowy. Za chwilę wszyscy wejdą na salę i w kolejności będą zdawać. W grupce dziewcząt stała Elsa. Niska, ruda, wiecznie uśmiechnięta dziewczyna. Jej mistrzem jest mistrz Teodor. Ten sam, który uczy Asgara. Jednak ona uczyła się w kierunku samitystyki. Rozległ się dźwięk uderzonego gongu. Sala egzaminacyjna została otworzona. Mistrz Teodor, magister kreacjonistyki i samitystyki jednocześnie, otwiera drzwi i swoim basowym głosem mówi: -Zapraszam żaków siódmego roku na egzamin. Po tych słowach odwrócił się i wszedł do środka. W pomieszczeniu, do którego wszedł, ustawiony był długi stół, przy którym siedziała komisja. Naprzeciwko niej znajdowały się w odległości piętnastu metrów krzesła dla żaków. Z boku poustawiane były przedmioty potrzebne do egzaminu. Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca, mistrz wigorystów rozpoczął egzamin. Pierwszy zdawał Markus. -Czas na pierwszy test praktyczny. Proszę przenieść leżący pod ścianą głaz na drugą stronę sali. Po prawej stronie znajdował się spory głaz. Markus wyłamał sobie palce, podwinął rękawy togi i zaczął manipulować głazem. Gesty wykonywane rękoma sprawiały, że głaz zaczął drgać. Po chwili uniósł się w powietrze i powoli leciał na drugą część sali. Na czole Marcusa pojawiły się drobne kropelki potu. Manipulowanie otoczeniem było niezwykle męczącym zajęciem. Zaczynał już odczuwać zmęczenie. Mimo to głaz znalazł się nad wyznaczonym miejscem. Powoli opadł na podłogę. Marcus otarł rękawem czoło i czekał na dalsze polecenia. -Bardzo dobrze. Do kolejnego zadania potrzebny będzie kreacjonista. Asgariusie, pozwolisz? Asgar wstał z krzesła i podszedł do stołu komisji. -Masz tutaj kawałek metalu. Proszę, powiedz nam, czego to jest stop. Asgar wziął do ręki bryłkę metalu. Wielokrotnie badał różne substancje, jednak zawsze sprawiało mu to ogromną radość. Zamknął oczy. Widzi ciemność rozświetloną trzema wstęgami kolorowego, delikatnie świecącego dymu. Obłoki nie mieszał się, w każdej chwili może rozróżnić kolory. -Stop trzech metali – powiedział Asgar Zaczął przyglądać się tym wstęgom. Pierwsza, gęsta, żółta. Nie raz widział już ten kolor. Intensywny, błyszczący, żółty. -Pierwszy metal to złoto. Szuka dalej. Odłączył pierwszą wstęgę od pozostałych. Kolejny kolor dymu, którym się zainteresował, był szary. Rzadszy od poprzedniego. Również błyszczący, jednak zdecydowanie mniej. Za mało informacji, żeby wywnioskować, co to jest. Próbuje namagnesować ten konkretny metal. Bryłka robi się coraz cieplejsza, powoli zaczyna parzyć w dłonie. Już zna drugi metal. -Kolejny to żelazo. Ostatnia wstęga. Też szara. Bardziej błyszcząca od poprzedniej. Dym jest mniej gęsty od pierwszej wstęgi, ale bardziej od drugiej. -Ostatni metal to srebro -Bardzo dobrze. W takim razie komisja prosi, żebyś rozdzielił te trzy metale. Asgar skupił się. Na jego dłoni bryłka rozciąga się przy pomocy niewidzialnych sił. Rozrywany stop tworzy trzy kulki różnej wielkości i koloru. Pokazuje je komisji. -Znakomicie. Teraz wróćmy do zadania dla Markusa. W zasadzie dla was obydwu. Macie tutaj plany zegarka. Zróbcie go dla nas. Asgarius zrobi części, a Markus je ułoży na swoich miejscach, dobrze? Na stole leżał się plan zegarka. Prosty, mało skomplikowany czasomierz. Asgar zmieszał ponownie wszystkie metale i powoli układał na stole części, jakie stworzył z tej bryłki. Koła zębate, wskazówki, cyferblaty. Każda część wymagała dużej precyzji i dokładności. Z każdą kolejną częścią bryłka robiła się coraz mniejsza. Po odłożeniu ostatniej części, konkretnie wskazówki godzinowej, bryłka zniknęła. Każda część powoli podnosiła się do góry i łączyła z inną. Z każdą mijającą chwilą ta sterta części powoli zaczynała przypominać zegarek. Po krótkiej chwili zadanie zostało ukończone. Przed komisją unosił się przedmiot wyglądem przypominającym budzik. Klucz nakręcający mechanizm powoli zaczął się przekręcać. Budzik zaczął dzwonić. Na sali rozległ się aplauz. -Bardzo dobrze. To wszystkie wasze zadania. Usiądźcie na swoje miejsca. Usiedli. Asgar i Markus są zmęczeni. Zarówno jeden, jak i drugi, przez długi czas musiał być skupiony. Zdecydowanie prostszym zadaniem jest robienie większych rzeczy, ale bez detali. Patrzyli potem już tylko na próby innych przerywane aplauzami. Po skończeniu ostatniej próby, basowy głos mistrza Teodora oznajmił: -Niech wszyscy żacy podejdą do stołu. Kiedy stali już w szeregu, mistrzowie zasiadający w komisji wstali i gratulowali każdemu ukończenia akademii. Każdy z żaków dostał dyplom. Teraz byli już magistrami. Byli żacy powoli wychodzili z sali. -To co, magistrze, idziemy ma piwo? – spytał Markus Asgara. -Z tobą zawsze, magistrze
EDYTA: przepraszam za 3 kopie. Błąd się wdał w czasie wysyłania. Jakby ktoś mógł je usunąć byłbym wdzięczny.
Ostatnio edytowany przez Vader, 18 Maj 2009, 17:57, edytowano w sumie 1 raz
|